Jak się okazało Oddział "Słoików" został wysłany z poselstwem od Królowej Katarzyny i miłościwie panującego Kniazia Kozubala w celu odnowienia stosunków dyplomatycznych z krainą Rajstopowych Mścicieli Kapuścianych.
piątek, 26 marca 2010
Miłego dnia :)
Jak się okazało Oddział "Słoików" został wysłany z poselstwem od Królowej Katarzyny i miłościwie panującego Kniazia Kozubala w celu odnowienia stosunków dyplomatycznych z krainą Rajstopowych Mścicieli Kapuścianych.
środa, 17 marca 2010
Destroy us
[15:23:21] andres_fosorio: ohhhh
[15:23:34] pugliese1970: please ASK to central DAQ to destroy us
[15:23:46] rpc_shifter: I ask
Koniec świata jest bliski, strzeżcie się.
niedziela, 14 marca 2010
Nie tylko pasztet
Sprawiedliwości stało się za dość i ich niewinna śmierć nie poszła na marne, od tej pory Maciosław nie zapalał się już więcej słomianym zapałem i uważał na cudze rzeczy tak jak na własne :P
Łącząc wyrazy sznurkiem, z niewielkim już szacunkiem, por. B.
sobota, 13 marca 2010
Wielonarodowa kolaboracja
[20:50:35] Żul: jaka akcja z tym hindusem
[20:50:42] Borsuk: no jaka??
[20:50:43] Żul: pyta się czy mam dziewczyne
[20:50:47] Żul: no to mówie że mam
[20:50:56] Żul: a on pyta czy tylko jedną? ... :D taki zdziwiony jeszcze...
Pozdro.
Pasztciacho
Jedni zbierają pudełka po zapałkach, drudzy wycinają etykietki z opakowań po jedzeniu, jeszcze inni szczycą się magazynowaniem różnych przedmiotów w swoim pokoju... Każdy ma jakieś hobby... Jak przystało na prawdziwego biologa Bożenka założyła swoją hodowlę...
Marianna leży na łóżku i się wyleguje. Myśli nad jakimś wstępem … Pasztet Piotruś, Michał, Tiger. Buuu…
Bo chodzi o to, że w lodówce jest pasztet. Może to mało osobliwe. Osobliwe jest to, że jest zielony! I nie jest mój. Stoi od tygodnia! Hodowlę Saccharomyces cerevisiae wykluczamy. Jaki jest więc powód?? Zbieramy się, żeby zapytać, ale jakoś wciąż nie możemy… Może to osobista sprawa między Bożenką a tym pasztetem? Wszak to podarunek od cioci Daniela, a prezentów przecież się nie wyrzuca… Zwłaszcza od cioci... Wszystko zostaje w rodzinie.
Przeniosłyśmy się do kuchni. Władka będzie mnie karmić naleśnikami; dobrze, ze świeżych produktów – mleko prosto od krowy. „Masz może jakiś jeszcze dżem?” – spytała Władysława. „Nie, ale jest pasztet Bożeny”. No właśnie… trzeba coś z tym zrobić. Wiem! Trzeba uruchomić przymusową akademikową sondę telefoniczną! – „Co to jest: zielone, kwadratowe i zachomikowane w lodówce?”. Albo nie! Przejść się z nim po pokojach i spytać czy ktoś jest w stanie to zjeść lub do naszej kawiarni dać go jako danie główne – Pasztet Bożenki. Pomysłów jest całe mnóstwo…
Władka wzywa do stołu. Trzeba jeszcze postarać się o deser – pasztetowy murzynek, a do popicia wyciąg z paznokci spod czołgu.
(...)
No i stało się. Pasztet zginął w ciemnych czeluściach zsypu. Wyrzucony, osamotniony , obdarty z nadziei na lepsze jutro… Pewnie płacze gdzieś tam na dnie w poczuciu winy, że nie spełnił oczekiwań właścicielki... Żal, że ani jednej łzy Bożenka nie uroniła wyrzucając go na zbity pysk… no właśnie, czy pasztet może go mieć?
Z pamiętnika Paszteta:
„Urodziłem się po koniec stycznia… Pierwsze dni mojego życia mijały beztrosko. Zero stresów, zero obowiązków… Każdy się mną zachwycał i mówił jaki to ja jestem piękny i dorodny.. Aż przyszedł ten dzień; dzień, w którym musiałem rozstać się ze swoim rodzinnym domem, z przyjaciółmi i co najgorsze z moją dziewczyna – Ćwikłą. Wysłano mnie w dalekie kraje; kraje wiecznego głodu i biedy (i bajzlu, jak się później dowiedziałem). Owy kraj nazywał się Akademikolandia. Już sama nazwa wiała chłodem i grozą. Ale cóż, moja opiekunka postanowiła mnie wysłać, a ja nie miałem prawa głosu…
Podróż zniosłem dobrze. Moja nowa Opiekunka była dużo młodsza i ładniejsza od mojej byłej. Powitano mnie radośnie i dostałem nawet swój przytulny kąt w plastikowym pojemniczku. Zaraz dołączył do mnie Ser - późniejszy mój najlepszy przyjaciel. Pokrótce wprowadził mnie w tradycje i obyczaje tutejszych mieszkańców. I tak: >>trzymaj się z dala od Pierożków i Marmoladki - są mamusiowe; nie wychylaj się poza swój pojemnik – może to się skończyć śmiercią; i co najważniejsze – słuchaj się Pani<< .
Moja nowa Opiekunka przez pierwsze dni mojego pobytu codziennie zaglądała do mnie. Nie wiem co było przyczyną tego, że po pewnym czasie nie widziałem jej przez tydzień. I wtedy to się stało. Dopadła mnie jakaś choroba. Pytałem współmieszkańców co to może być, czy wiedzą jak mi pomoc, a oni tylko potakiwali głowa z politowaniem i mówili,ze z Aspergillusem jeszcze nikt nie wygrał; co gorsza – zaraziłem tym mojego przyjaciela.
Minął tydzień. Do naszego królestwa zajrzała opiekunka Pierogów. Zobaczywszy co ze mną się stało zawołała swoją psiapsiółkę (bo to takie modne słowo), Władysławę, i obie zgodnie stwierdziły, że nie mogą mi pomóc. Następnego dnia wróciła moja Pani. Ucieszyłem się na jej widok; myślałem, że mi pomoże, że doda otuchy,że wszystko wróci do normy. Ale jak widać przeliczyłem się... Pani nawet nie rzuciła na mnie okiem. Przywiozła sobie nowych podopiecznych, część z nich zahibernowała od razu, a pozostali wylądowali obok mnie i Sera, a dokładniej piętro wyżej, bo tam była nasza gmina. Wszyscy byli tacy piękni i młodzi, tryskali energią i świeżością; zupełnie jak ja kiedyś... Aż mi łezka zakręciła się w oku...
Minęło kolejnych siedem dni. Choroba cały czas postępowała. Wszystko mnie swędziało i bolało. Nie mogłem się swobodnie poruszyć. Wyglądałem jak jedna wielka zielona rana! Marianna i Władysława zrobiły mi nawet obdukcję. W sumie na podstawie ich zdjęć mógłbym się teraz domagać odszkodowania, ale jest już za późno...
Za późno by próbować cokolwiek zmienić... co tu dużo mówić – Pani otworzyła lodówkę i zobaczywszy w jakim jestem stanie wpadła w panikę, złapała nasze przytulne pudełeczko , wybiegła na korytarz i wrzuciła z wielkim hukiem do takiego ciemnego i zimnego tunelu. Początkowo myślałem,że to wszystko śni mi się, ale kiedy upadłem i zobaczyłem innych podobnych do mnie, zrozumiałem, że nie ma odwrotu,że to mój koniec...”.
A Dinuś jak niezdobyty , tak niezdobyty….
Wszelka zbieżność imion jest przypadkowa.
wtorek, 2 marca 2010
Jadąc do CERN...
ja: nie zostawiam
Irena: dla protona!!!!!!!!!!!!!!
co on ma czego mi brakuje??