Po wczorajszej udanej aklimatyzacji udałem się na podbój pobliskiego sklepu typu Champion. Ceny przeważnie się różniły od polskich tylko dopiskiem - zamiast ZŁ było CHF czyli krótko mówiąc prawie 3x drożej. Jednak to co mnie zaskoczyło a na pewno zaskoczyło by Dobrosławę to Coca Cola Vanille...
I wcale nie jest taka zła ;) (Cola, nie Dobrosława)
Tym razem koniecznie wybrałem się do Genewy, bilet linii autobusowej "F" z Ferney-Voltaire na dworzec Cornavin w Centrum to wydatek 2,90 euro. Byłem krótko bo krótko, zrobiłem parę zdjęć na szybko bo te pier(...) czarnuchy mnie wku(...), zresztą jakiś tam się cyrk porobił ostatnio...
A jak mowa o Szwajcarii to nie można nie wspomnieć o jednym z narodowych symboli jakimi są szwajcarskie zegarki. Wachlarz cen od zera do nieskończoności. Jakość i precyzja gwarantowane. Czy z takim zegarkiem Żul by się przestał spóźniać?
Nieeee... :D
I na zakończenie zdjęcie z Genewskiego Dworca:
Pozdrawiam, Żul ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz