Dzisiaj spotkałam Żula przy wyjściu z akademika. Poznałam go natychmiast. Nawet nie musiał mieć przy sobie puszki z piwem tudzież innej wody ognistej. Ale ten chód. To spojrzenie. Ta postawa. Wiedziałam od razu:
Żul.
Teraz sama już nie wiem, czy to moja intuicja, czy lata doświadczeń w kontaktach z żulami, pomogły mi go rozpoznać. Wszak nie da się ukryć- Żul jest tylko jeden. Prawdziwy.
Żul wychodził. Nie sam: z Kimś.
Gdzie, po co? Tego mi nie zdradził. Jak zwykle zagadka. Zagadka, która czeka na rozwiązanie.
bru (to nie jest mój blog:P)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz